czwartek, 15 grudnia 2016

Kreta - część IX (Wąwóz Samaria)


     Wąwóz - rodzaj głębokiej, suchej doliny, okresowo odwadnianej, która cechuje się stromymi, urwistymi zboczami oraz płaskim dnem (tyle z Wikipedii). W skrócie duża podłużna dziura w ziemi. Jest więc o czym pisać? Właśnie, że jest, bo osiemnastokilometrowy wąwóz Samaria jest nie tylko największy w Europie, ale także oferuje naprawdę atrakcyjną trasę na krótki wakacyjny trekking.

środa, 23 listopada 2016

Kreta - część VIII(Balos i Gramvousa)

Laguna Balos, Balos, Gramvousa, Kreta, Wakacje na Krecie, Kreta na własną rękę
  
   Tym razem będzie opowieść o wyspie Gramvousa (a właściwie Imeria Gramvousa) z jej dość niezwykłą historią oraz rzut oka na piękne plaże błękitnej laguny Balos. Miało być krótko – nie wyszło (złośliwi mogą dodać – „jak zwykle” J ).

środa, 9 listopada 2016

Kreta - część VII (Chania)

     
Chania Port, Kreta, Crete

     Do Chanii trafiliśmy głównie dlatego, że jest doskonałym punktem wypadowym do licznych okolicznych atrakcji, takich jak wąwóz Samaria, laguna Balos czy plaża Elafonisi. Pomimo bycia drugim co do wielkości miastem Krety, znana jest raczej z posiadania międzynarodowego lotniska, niż ze zniewalających zabytków. Mimo to warto poświęcić chwilę na jej zwiedzanie.

     Naturalne walory obronne tego miejsca, oraz dość przyjazny dostęp do morza spowodowały, że osadnictwo kwitło tu już od młodszej epoki kamienia. W połowie IV tys. p.n.e. pierwsze prawdziwe miasto, o nazwie Kydonia, zbudowali minojczycy. Zdobywali je potem kolejno Rzymianie, Wenecjanie (którzy przemianowali je na La Canea, od czego pochodzi współczesna nazwa miasta), oraz Turcy. Za ich czasów Chania urosła nawet do rangi głównego ośrodka administracyjnego wyspy i była nim aż do roku 1971, kiedy większość urzędów i instytucji została przeniesiona do Heraklionu.

Chania Kreta, Latarnia morska i Meczet Janczarów

     O ile po okresie antycznym nie zachowały się praktycznie żadne ślady, poza kilkoma mniej lub bardziej (uczciwie mówiąc - zdecydowanie mniej) spektakularnymi znaleziskami przechowywanymi w lokalnym muzeum archeologicznym, o tyle pozostałości weneckiej i tureckiej zabudowy stanowią o charakterze i uroku miasta do dziś.

środa, 5 października 2016

W poszukiwaniu zaginionej torby...

Zdjęcie z Pixabay - autor: Stux
     Wyobraźmy sobie taką sytuację. Samolot wylądował; cało, bezpiecznie i nawet nie „tupnął” za bardzo dotykając kołami płyty lotniska. Wysiadamy i przepychając się przez tłum, prawie jak na otwarciu supermarketu, pędzimy do hali odbioru bagażu. Wpadamy uradowani niczym biegacz, który właśnie ukończył maraton, a tam… nic. I nic. I jeszcze długo, długo nic. Taśma „karuzeli” kręci się już od dobrych kilkunastu minut, ludzi ubywa, plecaków ubywa, a naszego bagażu jak nie było, tak nie ma. I gdy swoje walizki odbierze już ostatnia nierozgarnięta starsza pani, plecaki z taśmy zdejmie także rodzina z czwórką dzieci, z których każde obowiązkowo musiało skorzystać z toalety tuż po wylądowaniu, wtedy zostajemy sami. I co teraz?

niedziela, 31 lipca 2016

Kreta - część VI (Faistos, Preveli, Palm Beach)

     
Palm Beach, Kreta. Palm Beach Crete

     Tym razem aż trzy (a nawet cztery) miejsca w jednym wpisie. Wszystkie znajdują się dość blisko Matali, zwłaszcza gdy ma się do dyspozycji własne cztery kółka (słowo „samochód” w kontekście naszej Pandy jakoś nie przechodzi mi przez gardło/klawiaturę). To jednak nie wszystko, co w okolicy warto było odwiedzić.  Gonieni czasem niestety musieliśmy wybierać (tak odpadła m.in. Gortyna), ale to nic, mamy przynajmniej po co wracać zwłaszcza, że okolica zdecydowanie przypadła nam do gustu. A póki co opowiadamy jak było tam gdzie dotarliśmy.

czwartek, 30 czerwca 2016

Syria "przed" i "po" - cz. I (Aleppo)


Aleppo, cytadela

     Zupełnie nie pamiętam swojego pierwszego dnia w Syrii. Kilkugodzinny lot samolotem z Warszawy do Damaszku (oczywiście przez Mediolan, bo przecież prościej nie było), a następnie nocna przeprawa autobusowa do odległego o blisko czterysta kilometrów Aleppo zrobiły swoje. Pierwszy dzień na upragnionym Bliskim Wschodzie zwyczajnie przespałem.

     Okazało się jednak, że pomimo dość późnej godziny otworzyłem oczy dokładnie wtedy, kiedy do życia budziło się także miasto (istnieje również teoria, że zwyczajnie obudziły mnie odgłosy sąsiadującego z naszym hostelem przybytku, słynącego z zatrudniania obywatelek byłego Związku Radzieckiego).

niedziela, 29 maja 2016

Kreta - część V (Kalamaki, Kommos)

Kalamaki

Plaża Kalamaki, Kalamaki Beach

     Do Kalamaki trafiliśmy tylko dlatego, że znalezienie noclegu w Matali było praktycznie niemożliwe (przynajmniej w akceptowalnym dla nas zakresie cenowym). Wydawało się ono idealnym miejscem alternatywnym, oddalonym od Matali o zaledwie 4-5 kilometrów. Niestety nie sprawdziliśmy (dobrze – ja nie sprawdziłem), czy jest ono z Matalą w jakikolwiek sensowny sposób skomunikowane. Kwestia była tym bardziej problematyczna, że drogę w linii prostej blokuje potężna, wpadająca do morza góra (tak, dokładnie ta w której od strony Matali wykuto groty). Rozwiązaniem problemu okazało się wypożyczenie samochodu.  Tym sposobem towarzyszem naszej podróży, przynajmniej na jakiś czas, stał się wyjątkowy wehikuł do zadań specjalnych – Fiat Panda.

     Historia Kalamaki jest bardzo krótka. Opowiada o małej rybackiej wiosce która w latach 80. zdecydowała się zostać Matalą. No, może nie dosłownie, ale jej mieszkańcy patrząc na sukces turystyczny (i bez wątpienia komercyjny) sąsiada zza góry postanowili uszczknąć także coś dla siebie (wszak u nich piachu na plaże też nie brakowało). Rozpoczęły się poważne inwestycje, prace budowlane ruszyły pełną parą. Przyszedł jednak kryzys,i po pięknym śnie o luksusowym kurorcie pozostały jedynie sterczące pręty niedokończonych budów oraz kilka knajpek na prowadzącym całkiem donikąd fragmencie promenady.